Dziennikarz - fragment 2


Książkę kupisz w przedsprzedaży w promocyjnych cenach na: stronie wydawcy (-30%: https://tiny.pl/tbhr3) oraz na Taniej Książce (-21%: https://tiny.pl/tbq2s). Zachęcam też do dodania "Dziennikarza" na swoją półkę na Lubimy czytać: https://tiny.pl/t3rcm

Rozdział 1

Siedzieli naprzeciwko Darii i starali się nie patrzeć w dwa miejsca – na jej wyjątkowo duży dekolt bluzki i szparę w spódniczce między udami, która odsłaniała fragment czerwonych majtek. Daria siedziała w lekkim rozkroku, opierając ręce na kolanach i prezentując piersi, które z pewnością nie zmieściłyby się w żadnej męskiej dłoni.
– Od momentu, kiedy przeszedł do „SuperNewsu”, ubiera się jak ciota, mówię wam! – Opowiadała o Karolu, który przez dwa lata pracował w ich redakcji, a potem przeniósł się do rywalizującego z nimi brukowego dziennika. – Wczoraj widziałam, jak jarał fajkę pod ich biurem. Miał na sobie żółtą marynarkę, jakiś dziwny płaszcz w zygzaki i kolorowy szalik. Dajcie spokój… Poza tym nagle zaczął nosić okulary.
– A co ty robiłaś pod ich redakcją? – spytał Michał, wbijając wzrok w jej oczy. Nie miał odwagi zerknąć na obfity biust, choć bardzo tego chciał. Daria z pewnością od razu by to dostrzegła.
– Dojeżdżam tu dziesiątką, to mijam ją po drodze.
– I akurat zdążyłaś się tak dokładnie przyjrzeć? – dodał Eryk Prus, uśmiechając się szeroko.
– Stałam na światłach.
– Dobra, już się nie tłumacz.
– Kurwa, wam to coś powiedzieć…
Podjechała na obrotowym fotelu do swojego biurka i schowała się za monitorem komputera. Eryk zrobił to samo. Michał nie musiał – pracując przy oknie był do nich odwrócony bokiem. Musiał jedynie skierować głowę w ich stronę, gdy Daria rzuciła, że ma do opowiedzenia coś śmiesznego. Eryk widział, że od momentu, gdy pojawiła się dziś w redakcji, Michał dość często spoglądał w jej kierunku, wyraźnie nie mogąc oderwać od niej wzroku.
By the way, to miał być ten śmieszny news? – Eryk wychylił się zza swojego monitora, odkładając cienkopis. Rysował podczas wykładu Darii, który rozpoczął się od wkurwu, jakiego przysporzył jej nowy chłopak, a potem przeszedł w dyskusję o stylu ubierania się Karola.
– Debile w gruncie rzeczy są przecież śmieszni – odparła po chwili zastanowienia.
– Nie tylko oni… – mruknął Michał.
– Co? – Nie zrozumiała albo nie chciała zrozumieć tego wtrącenia.
Eryk zaśmiał się.
– Nie, nic – powiedział głośniej Michał. – Masz rację, to śmieszne. Robi z siebie pajaca, bo mu za to płacą.
– Myślisz? – Daria znów odjechała od biurka. – Ciekawe, czy za tego typu odpały więcej im dają.
– A co, ty też chcesz się u nich zatrudnić?
– Po prostu się zastanawiam. Jak dla mnie za duże gówno robią.
– I o to właśnie tam chodzi, to się sprzedaje. Wystarczy spojrzeć na którykolwiek numer tej szmaty. Dupa kutasem cycki pogania.
– A to dobre! – Zaśmiała się, a jej piersi zafalowały.
– Poza tym – kontynuował Michał – z pewnością w tego typu miejscach, za dobrą pensje albo dodatki, trzeba regularnie ciągnąć pałę którejś z tych redaktorskich ciot. Widzieliście w ogóle, jakie te wszystkie grube, obleśne świnie mają pedalskie ruchy? Wiecie – jak krypto pedały, które zdradzają się trzymaniem rączki przy boku i wycieraniem chusteczką czoła tak, żeby, nie daj Boże, nie rozmazać sobie makijażu.
– Ha, ha,  myślisz, że oni wszyscy naprawdę tacy są?
– Co drugi tam wygląda na takiego, co pod stołem ciągnie pałę swojemu szefowi, byleby tylko dostać kasę bez jebania się z nadgodzinami.
– Ja to już bym wolała się właśnie z nimi jebać.
Daria patrzyła teraz tylko na Michała, więc Eryk mógł jej się dokładnie przyjrzeć. Nie chciał już włączać się do rozmowy, która zupełnie go nie absorbowała. Dziewczyna miała na sobie króciutką czarną spódniczkę i białą koszulę – zupełnie jakby szła na maturę. Guziki napinały się niebezpiecznie pod naporem piersi skrępowanych czarnym stanikiem. Wystarczyłoby, żeby Daria wzięła głębszy oddech, aby zerwały się, ukazując dwie pełne półkule. Nogi zakrywały czarne rajstopy, na stopach miała buty na dość wysokich obcasach, dzięki czemu i tak już dobrze wymodelowane pośladki napinały się jeszcze bardziej i kusiły mocniej. Eryk nie mógł oderwać od nich wzroku, gdy chwilę później Daria szła do ubikacji.
– Trochę wyjechałeś za linię.
Nad Erykiem stanął nagle naczelny – Filip Żurawiecki. Dziennikarz oderwał wzrok od tyłka kobiety i spojrzał na swój rysunek, stworzony pomiędzy dwiema kolumnami tekstu, który właśnie sprawdzał. Bez specjalnego dbania o proporcję narysował posąg kobiety z uciętymi w łokciach rękoma i kręconymi włosami, których czerń przebijała się na drugą stronę. To właśnie od nich odchodziła pojedyncza kreska, zrobiona niechcący, gdy Eryk odchylił się, aby mieć lepszy widok.
– Dopisz jakiś trafny komentarz, to może to wydrukujemy. – Zaśmiał się naczelny, zawieszając wzrok na męskich genitaliach między kobiecym udami. Potem spojrzał na obfity biust z dużymi, ciemnymi sutkami. – W sumie podobne, gratuluję spostrzegawczości. – Puścił do niego oko i rzucił na biurko spięty żabką do papieru plik dokumentów, które Eryk miał jeszcze dziś przejrzeć.
Popatrzył na rysunek, który stworzył podczas opowieści Darii, i dodał podpis na postumencie pod kobietą: Feministki - przetrwamy, bo same się ruchamy.
Popatrzył chwilę na swoje dzieło, a potem zrobił mu zdjęcie i wrzucił na swojego Instagrama, z podpisem: Już niedługo tak to będzie wyglądało… #feministka #rysunek #blackline #work. Wystarczyło kilka minut, żeby pojawiły się pierwsze komentarze krytyki i blisko sto polubień.
Nieważne, co mówią, ważne, żeby mówili, pomyślał, wracając do pracy. Po chwili jednak znów sięgnął po telefon i sprawdził stan polubień oraz komentarzy. Nie było jednak niczego niespodziewanego.
Eryk wiedział, że to już jest uzależnienie – gdy wrzucał cokolwiek na któryś ze swoich profili, to potem co chwilę sprawdzał reakcje odbiorców. Najgorzej, gdy robił to w pracy. Raz, podczas takiego zachowania, obserwował go Filip i potem udzielił mu reprymendy, że w biurze ma ogarniać to, co związane z pracą, a nie jego medialną sylwetką.
Dlatego też często spoglądał w stronę przeszklonego pokoju Filipa, a gdy ten akurat patrzył – teatralnie pokazywał, jak ciężko pracuje.
Tym razem naczelny nie patrzył w jego stronę.
Po chwili na swoje stanowisko wróciła Daria, żeby zaraz potem znów wychylić się zza ekranu komputera i spojrzeć tym razem na Eryka.
– Idziesz może na fajkę? – spytała.
– Dziwnie wymawiasz słowo „seks”. – Zaśmiał się. Daria obdarzyła go jedynie zażenowanym spojrzeniem. – Nie no, jasne, że idę!
– Okej, tylko się tak nie ekscytuj.
– Oczywiście, bo jeszcze pani nauczycielka usłyszy i do rodziców zadzwoni.
– Ewentualnie obetną ci pensję za niewyrabianie normy.
– Stachanowiec się znalazł.
– Co?
Zaśmiał się jedynie. Lata praktyki w stosunkach międzyludzkich nauczyły go, że śmiech, dla każdej ze stron, jest najlepszą odpowiedzią na wszystko, a szczególnie na ignorancję oraz niezrozumienie.
Wstał i poszedł za Darią. Wychodząc na papierosa, czuł się jak licealista. Najpierw bowiem trzeba było pójść po płaszcz do szatni, a dopiero potem można było wyjść na zewnątrz. I tu pojawiało się główne porównanie, bo wyjść należało ukradkiem, żeby naczelny nie widział. Sam też palił, ale tylko w dozwolonych przerwach, tymczasem Eryk z Darią wychodzili czasem nawet co pół godziny, gdy mieli dużo pracy. Filip z tego powodu już nie raz z nimi poważnie rozmawiał, ale nic nie mógł poradzić na ich wytłumaczenia, że przecież uzależnienie jest chorobą, a choroba nie wybiera. Albo wybiera, ale oni leczyć jej nie potrafią.
Filip wkurwiał się, ale sam też palił jak smok i może dlatego był dla nich stosunkowo łagodny. Choć z drugiej strony jemu przecież było wolno, bo to on zarządzał całym tym chlewem.
Idąc w stronę wieszaka, Eryk znów sprawdził Instagrama. Jego zdjęcie miało już prawie dwieście polubień, ale jednocześnie ubyło kilku obserwujących jego profil. Coś za coś. Poza tym nie robiło mu to żadnej różnicy. Na Instagramie miał ponad dwanaście tysięcy obserwujących, a na Facebooku ponad trzydzieści tysięcy. Miał więc publiczność, do której więcej przychodziło nowych osób, niż z niej odchodziło. Poza tym tamci już go poznali, zapamiętali, więc nowi czytelnicy jego postów byli bardziej pożądani.
Zebrał ich wszystkich głownie dzięki temu, że pisał dość kontrowersyjne (czasem nawet głupie) posty, ironiczne komentarze do wypowiedzi znanych osób i przede wszystkim – dzięki pracy w tygodniku, w którym teksty Eryka najczęściej pojawiały się na pierwszych stronach. Kiedyś miał jeszcze bloga, gdzie publikował teksty, ale one do druku nigdy pójść nie mogły, więc ostatecznie stwierdził, że nie ma co tracić na nie czasu. Aktualnie tylko oficjalne publikacje miały rację bytu – nawet jeśli przemijały już następnego dnia od premiery. Pasja pasją, ale trzeba za coś żyć.
Eryk szedł za Darią, ale już na nią nie patrzył. Spoglądał teraz do drugiego pomieszczenia, gdzie pracowała Manuela – dobrze prosperująca młoda dziennikarka, której jakiś czas temu pomógł dostać się do ich redakcji. Na razie dobrze jej szło, ale pracowała dopiero miesiąc. Nie miała czasu się wykazać, a Eryk obawiał się, że w obliczu pierwszego większego wyzwania od razu da ciała. Choć naczelny też dzieckiem nie był i raczej by go nie zbił za to, że dziewczyna, którą polecił – choć polecenie to było dość nachalne – zupełnie się nie sprawdziła. Aczkolwiek mógłby przez to w przyszłości zwracać mniejszą uwagę na wszelkie Eryka komentarze i sugestie dotyczące redakcji. A niekiedy to właśnie one i idące z nimi w parze górnolotne obietnice odgrywały istotną rolę w poznawaniu nowych studentek dziennikarstwa.
Manuela siedziała gdzieś daleko, Eryk dostrzegł jej sylwetkę, ale ona nie patrzyła akurat w jego stronę. Zajęta była wklepywaniem jakiegoś wyraźnie męczącego tekstu. Eryk nawet nie wiedział, w jakim konkretnie dziale Manuela teraz pracowała. Podczas stażu trafiało się bowiem na stanowiska rozmaite, dryfowało pomiędzy biurkami, nie zagrzewało nigdzie miejsca na zbyt długo, a dodatkowo Eryk nie utrzymywał z dziewczyną ciągłego kontaktu. Co więcej – ostatnio w ogóle go nie było.
Tak samo jak z Anitą, która siedziała gdzieś na końcu sali albo może nawet została przeniesiona na inne piętro. Dawno już jej nie widział, ale też nie tęsknił. Jedynie od czasu do czasu wspominał przyjemniejsze chwile, ale wtedy nie sama kobieta, ale jej ciało było najważniejsze.
Wyszli na balkon, na którym, okazało się, stał również naczelny. Zdziwili się, że go zastali, bo przecież jeszcze przed chwilą był na sali.
– Dzisiaj coś rzadko wychodzicie – skomentował ich obecność, patrząc na zegarek. – Kiedy ostatni raz paliliście? Piętnaście minut temu? – Zaśmiał się, ale jakby sztucznie, nerwowo.
Zawahali się, wchodząc głębiej na szeroki balkon. Daria zamarła, wyjmując paczkę cienkich papierosów.
– Nie no, żartuję.
Naczelny zgniótł niedopałek w metalowej popielnicy stojącej przy barierce po czywyjął kolejnego papierosa. Eryk dostrzegł czerwone kółko Lucky Strike. Sam palił złote marlboro. Wyjął przedostatniego papierosa z paczki i zapalił tanią zapalniczką. Daria miała żarową, a Filip na benzynę. Trochę mu jej zazdrościł.
– Jakiś problem? – spytał dobrodusznie, podchodząc do naczelnego.
– Czemu?
– Palisz drugiego czy trzeciego?
– A to jakaś różnica?
– Po prostu staram się wydedukować poziom wkurwienia.
– No tak, dziennikarz śledczy. – Uśmiechnął się krzywo. – Po prostu te skurwiele z „SuperNewsu” znów odwalają jakiś szajs.
Palili wszyscy razem, jak uczniowie, którzy na długiej przerwie wymknęli się za stojącą obok szkoły kamienicę, gdzie zastali nagle neutralnego wobec ich wybryków nauczyciela.
– To znaczy? – Do rozmowy włączyła się Daria, zapinając kurtkę. Dziesiąty marca, a wiało jak w styczniu. Na szczęście nie było śniegu, ale jakby zanosiło się na deszcz.
– Puścili dzisiaj dwa materiały, które wyglądają identycznie jak te z naszego najbliższego numeru. Kamil mi przyniósł dzisiejszy numer tego ich gówna. Podobne tematy, spostrzeżenia, nawet tytuły mają podobne. Jest czwartek, brakuje mi człowieka do napisania chociaż jednego nowego tekstu. Resztą zajmie się Kamil.
– A niby co zrobi?
– Puścimy jego dłuższy tekst, który miał pójść za tydzień. 
– No ale chyba tych podobnych nie wytniesz zupełnie? To by wyglądało, jakbyśmy dali im za wygraną, a przecież… Nie można tak po prostu wyciąć czegoś, nad czym człowiek się choć trochę napracował. – Daria powiedziała to tak beznamiętnie, że jej troska o teksty innych dziennikarzy wypadła raczej żałośnie. Potem do Eryka dotarło, że to mogło chodzić także o jego tekst. Sekundę później stwierdził, że w takim przypadku naczelny raczej wcześniej by go o tym poinformował. Na wszelki wypadek spytał, a Żurawiecki nie potwierdził jego wątpliwości.
Odetchnął w duchu. Poza tym, myślał, kto śmiałby podrabiać moje teksty? Nikomu by się to nie udało.
Uśmiechnął na tę myśli i zaciągnął dymem.
Uwielbiał wewnętrzne monologi. Czasem co prawda prowadziły one na manowce, ale często też do racjonalnych wniosków. Jednym z nich było chociażby niezaprzątanie sobie głowy rzeczami, które nie dotykały go bezpośrednio. Nie potrafił, ale też nie chciał silić się na współczucie, którego jemu nikt by nie okazał. Dlatego ani sam nie ciągnął tematu, ani go nie rozpamiętywał.
– Nie wyrzucimy ich, ale trzeba je maksymalnie przeredagować. To już drugi raz w tym miesiącu. Jak poprzednio puściliśmy tekst bez większych zmian, to mieli potem temat na pseudoartykuł o plagiatach z nazbyt wyraźnymi przykładami.
– Wiesz chociaż, kto może robić przeciek? – spytała Daria.
– Czy gdybym wiedział, to stałbym tu teraz?
Daria jedynie wzruszyła ramionami. Naczelny dopalił w milczeniu i wrócił do środka – oni byli dopiero w połowie papierosów. Żurawiecki ciągnął jak odkurzacz.
Filip cofnął się jednak jeszcze na chwilę i krzyknął do Eryka:
– A tak w ogóle, to wpadnij do mnie o czternastej! Mam do ciebie sprawę!
– Jasne!
I poszedł, a Eryk z Darią powoli dokończyli papierosy i z wielką chęcią zapalenia kolejnych wrócili do swoich obowiązków.

***

Manuela, która niespodziewanie pojawiła się na sali, podeszła do Eryka w momencie, kiedy ten akurat wybierał się do Filipa.
– Sorry, ale teraz nie mogę gadać. Kiedy indziej.
– Serio…? – Dziewczyna miała napięte mięśnie twarzy. Zaciskała zęby, jakby stresowała się przed powiedzeniem czegoś ważnego. Gdy w końcu zebrała się na odwagę, Eryk ją spławiał. Wiedział co prawda, o czym chciała z nim porozmawiać. On też musiał omówić pewną sprawę, ale nie miał pewności, jak poprowadzić ten temat. Tym bardziej, że teraz rzeczywiście nie miał dla niej czasu.
Manuela była dwudziestokilkuletnią szatynką o zielonych oczach i jasnej karnacji. Przeciętna z wyglądu humanistka, ale z dużymi piersiami i potencjałem prawie im dorównującym. Eryk nie do końca wiedział, co tak naprawdę go pchnęło ku niej, gdy spotkał ją na warsztatach dziennikarskich na uczelni, której był absolwentem.
– Nic ci na to nie poradzę. Pa!
Dziewczyna prychnęła niezadowolona.
Minął ją i poszedł do naczelnego, który miał tęgą minę i nie wyglądał na kogoś, kto chciałby w tym momencie czekać.
– Coś się stało? – Eryk spojrzał na ekran telefonu. Było kilka minut po czternastej. – Jakieś ustalenia co do przecieków? – zadał szybko kolejne pytanie, chcąc odciągnąć uwagę naczelnego od swojego spóźnienia.
Gabinet Filipa był małym pomieszczeniem z dwiema półkami, kilkoma kartonami z makulaturą, wybujałą monsterą, kojarzącą się ze szkołą, biurkiem z IKEA oraz kioskowym stojakiem na gazety, w którego przegrody – dość niezgrabnie – zostały powtykane numery ich „Tygodnika Bezpośredniego”.
– Jak na razie nie. Ale sytuacja jest mniej więcej opanowana.
– No to idealnie.
Naczelny usiadł w swoim dużym, wygniecionym fotelu na kółkach i zapatrzył się w monitor komputera. Skinął głową, aby dziennikarz podszedł. Eryk minął pudło wypełnione starymi numerami pisma, więdnącego kwiatka, po czym oparł się o tablicę korkową za Filipem i spojrzał na ekran stacjonarnego komputera. Widniała na nim otwarta skrzynka pocztowa.
– No i?
– Mail dotyczący ciebie.
– Co?
– Jakaś dziewczyna wysłała wiadomość, podobno mając, jak to ona ujęła – naczelny przybliżył twarz do monitora, szukając odpowiedniego fragmentu – niesamowicie ciekawą sprawę, której nie możemy przegapić.
– I co dalej?
– Rzeczywiście wydaje mi się ona dość ciekawa.
Sprawa czy dziewczyna?
– No dobra, ale od kiedy zwykłeś konsultować takie rzeczy właśnie ze mną zamiast z zastępcą? Poza tym w jaki sposób to dotyczy mnie?
Eryk odsunął się nieco, już nie patrząc na komputer. Naczelny wyraźnie nie miał dobrego dnia, ale żeby od razu przestać ogarniać rzeczywistość?
Niemniej Eryk wiedział, że był najlepszym specem od trudnych bądź ciekawych spraw. Chciał po prostu to usłyszeć. Mieć potwierdzenie, że naprawdę uważają go za kogoś, komu można poświęcić każdy wartościowy materiał.
– Bo dziewczyna napisała, że może się tą sprawą z nami podzielić, ale tylko, jeżeli ty się nią zajmiesz. A Dominik powiedział, że może z tego wyjść coś dobrego. – Erykowi szybciej zabiło serce, a ego podskoczyło o kilka punktów. – Jak dobrze wiesz, każda sensacja jest dla nas aktualnie na wagę złota. Trzeba się odgryźć tym sukinsynom z „Newsu”.
Znów podszedł bliżej, niemal ocierając się o naczelnego.
– Dlaczego właściwie ja?
– A bo to pierwszy raz jakaś dziewczynka ma ochotę rozwiązać z tobą sprawę kryminalną? – Naczelny podniósł ironicznie brwi. – Ale tym razem to rzeczywiście ciekawe. A przynajmniej tak się zapowiada. Dobra, mniejsza z tym. Po prostu przeczytaj i powiedz, co o tym sądzisz. Sprawy wolałbym nie olewać, ale zawsze możemy tę laskę jakoś przycisnąć, żeby już teraz cokolwiek więcej powiedziała. Albo dać to komuś innemu.
Eryk nachylił się, opierając dłoń o blat biurka, i prześledził wiadomość. Gdy skończył, popatrzył na naczelnego chytrym wzrokiem – który Filipowi jednak nie do końca się spodobał – i powiedział:
– No oczywiście, że to biorę!


Fragment trzeci: https://tiny.pl/7qphn


Książkę kupisz w przedsprzedaży w promocyjnych cenach na: stronie wydawcy (-30%: https://tiny.pl/tbhr3) oraz na Taniej Książce (-21%: https://tiny.pl/tbq2s). Zachęcam też do dodania "Dziennikarza" na swoją półkę na Lubimy czytać: https://tiny.pl/t3rcm


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wszechmocny - fragment powieści #1

Lepiej nie będzie (11): Męczy mnie marnowanie życia